#30 Kaszmirowy Końsweek

Witam się z Wami w trzydziestym już odcinku Kaszmirowego Końsweeka i przesyłam Wam z tej okazji wirtualne ciacho rocznicowe 😉 Od ostatniego Końsweeka minęły tylko dwa tygodnie, ale u nas sporo się wydarzyło. Przeżyliśmy separację, a potem zdążyliśmy się pogodzić i cieszyć się wspólną pracę. Zapraszam na Końsweek pełen wzlotów i upadków!

Zeszłotygodniowy wpis o tym, czego nauczyło mnie jeździectwo, przygotowałam z wyprzedzeniem i sama nie mogłam uwierzyć, jak szybko wróciły do mnie słowa, których wtedy użyłam. Przede wszystkim mam na myśli cierpliwość, ale też panowanie nad emocjami.

Początek kwietnia był dla mnie trudnym jeździeckim czasem. Po świetnym weekendzie, który opisałam w ostatnim Końsweeku, wraz z pogorszeniem pogody pogorszyła się nasza jakość jazdy. Moje kiepskie samopoczucie (niech żyją zatoki! :/ ) i Kaszmirowy brak energii spowodowały, że jazda w piątek dwa tygodnie temu była masakrą i byłam zła, że w ogóle wtedy pojechałam do stajni i wsiadłam. Najpierw ujeżdżenie nam nie szło, więc zdecydowałam się, że poskaczemy. Liczyłam na to, że Kaszmir się rozrusza, a poza tym  ktoś ustawił różne szeregi na placu i żal było nie skorzystać. Niestety kompletnie nie mogliśmy się zgrać, więc jak już nam coś dobrze wyszło, to po prostu skończyłam. Jak się później okazało, to nie była wina Kaszmira, że mu nie pasowały odległości. Wina leżała w tym, że przeszkody były wyższe niż sądziłam. Po zmierzeniu okazało się, że stało 110-115 cm, co dla mnie jest sporą wysokością.

DSC_0355.JPG

I nie piszę tego po to, żeby ponarzekać, że jesteśmy beznadziejni i nie ma dla nas nadziei. W gruncie rzeczy powinnam się cieszyć, że daliśmy sobie radę na takich wysokościach bez większej ilości zrzutek. Piszę to, żeby Wam przypomnieć, że nie wszystko się zawsze się udaje i że czasami trzeba dać sobie spokój. Zrobić wolne (ja odpuściłam wtedy jazdę w niedzielę – zamieniłam konia na rower), przewietrzyć głowę, przemyśleć różne sprawy.

W sobotę przed separacją pojechałam na Siwym w teren, bo stwierdziłam, że dobrze nam to zrobi. W terenie Kaszmir stracił pozycję prowadzącego ustępując szybszej koleżance. Zdarzył się mały wypadek, bo jego koleżanka zrobiła parkowanie z szybkiego galopu (krzaki zjadają nie tylko Kaszmira 😉 ), stanęła prostopadle do drogi, a my nie zdążyliśmy wyhamować i Siwy zderzył z się prowadzącą głowami. Na szczęście nikt nie ucierpiał i wszystko dobrze się skończyło. Po kolejnym terenie, w Wielki Czwartek, byłam niesamowicie dumna z Kaszmira. Obaj jego towarzysze nakręcali się i wariowali, a Kaszmir sobie szedł spokojnie, niezależnie od tego, czy pierwszy, ostatni. Koń ideał!

IMAG1094

Przed Wielkanocą Kaszmir bardzo profesjonalnie odegrał też rolę konia profesora. Był grzeczny i odpowiadał na pomoce. Dzięki tej jeździe odkryłam, a właściwie przypomniałam sobie, jaki zbawienny wpływ miały i mają na niego programy ujeżdżeniowe. Przypomnieliśmy sobie te na brązową i srebrną odznakę jeździecką, a Kaszmir rozluźnił się podczas nich, aż miło. Ja w ramach treningu dosiadu za to zafundowałam jazdę bez strzemion i wiem, że jeszcze sporą muszę tak pojeździć. Moje mięśnie chyba wyparowały przez zimę.

Na koniec mam jeszcze dla Was dwie wiadomości – dobrą i złą. Dobra jest taka, że Kaszmir coraz lepiej pracuje na lonży i szalonych wariactw jest trochę mniej. Ba! Nawet drągi można przechodzić kulturalnie. Natomiast zła jest taka, że po świętach zastałam go ze spuchniętymi przednimi nogami, co nie zdarzało mu się do tej pory. Na razie wcierka poszła w ruch i następnego dnia opuchlizna zeszła prawie cała. Wczoraj dodatkowo nałożyłam mu glinkę i poszedł na pastwisko w pięknych beżowych podkolanówkach. Prawdziwy lans na dzielni, a co! Dzisiaj jadę do stajni popołudniu i zobaczymy jak te jego nogi. Na razie pracujemy normalnie, bo Kaszmir nie ma żadnych oznak kulawizny. Mam nadzieję, że opuchlizna jest spowodowana świąteczną przerwą i dynamiczną pogodą, a nie czymś poważniejszym.

IMAG1102

To już wszystko w dzisiejszym Końsweeku. Widzę, że wyszedł bardziej pozytywny niż przewidywałam, co pokazuje, jak bardzo lubimy podświadomie wyolbrzymiać nasze niepowodzenia. 

Trzymajcie kciuki za Kaszmirowe nóżki!

Advertisements

2 thoughts on “#30 Kaszmirowy Końsweek

    1. Tak naprawdę wszystko: zadrapania i rany (to już Kaszmir kiedyś miał, bo wdało mu się zapalenie od rany); urazy/przeciążenia mięśni, ścięgień; stany zapalne i pewnie jeszcze sporo więcej, ale się tym nie znam, a doświadczenia (na szczęście i tfu! tfu!) nie mam dużego w tych kwestiach 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s