Piękny Bullet Journal to nie wszystko

Wielokrotnie pokazywałam Wam swój kalendarz, jak go tworzę, ozdabiam. Powstały też filmiki z tutorialami, ale ostatnio doszłam do tego, że to nie wszystko. Piękny kalendarz nie zrobi wszystkiego za mnie, a to, co ślicznie wygląda w tabelce na papierze niekoniecznie sprawdzi się w rzeczywistości.

W poniedziałek po opublikowaniu Tu i teraz przeszłam kryzys. Po raz kolejny robiłam coś na ostatnią chwilę między nauką słówek i odrabianiem ćwiczeń z gramatyki. Dodatkowo cały poniedziałek znowu spałam, bo położyłam się za późno. Zajęcia przeżyłam jako tako, a w domu nie zrobiłam nic, bo głowa bolała, a oczy zamykały się ze zmęczenia.

Myślę, że to była kumulacja tego wszystkiego, co ciągnie się za mną od końca lutego. Tego, że wyrabiam się ze wszystkim, bo nie ma innej opcji, ale nie jest to dokładnie tak, jakbym chciała, bo muszę iść na pewne kompromisy ze względu na brak czasu. Zaczęłam się zastanawiać, jakie są przyczyny, że wszystko idzie nie tak, jak powinno. Przyczyny znalazłam trzy:

  • Za dużo robiłam naraz, a właściwie wszystko naraz i zarazem nic

Trochę pisałam, trochę odrabiałam, trochę robiłam zdjęć, trochę czytałam książkę, trochę się uczyłam. Nic nie robiłam wystarczająco porządnie, bo było tylko przerywnikiem między kolejną czynność. To się chyba nazywa multitasking w najgorszym możliwym wydaniu. Nie da się pisać dobrego wpisu myśląc o gramatyce i w drugą stronę. Niby byłam ciągle zajęta, a jednak po efektach nie było tego widać.

  • Rozrysowanie na coś tabelki nie oznacza, że coś jest zrobione.

Uwielbiam mój bullet journal i uwielbiam spędzać każdą chwilę na jego prowadzeniu i uzupełnianiu. Niestety złapałam się na tym, że zamiast się za coś zabrać najpierw to zapisywałam, rysowałam kratki, kolorowałam kwadraciki i na tym kończył się mój zapał do roboty i zajmowałam się niczym. Trochę coś zaczęłam robić, ale potem byłam już zmęczona i szłam spać. Plany były zapisane, ale do ich realizacji było bardzo daleko.

  • Internet to mój wróg

To jest punkt, którego nie jest w 100% pewna, ponieważ w ostatnim czasie naprawdę bardzo mocno obcięłam swój czas spędzany w social media i w różnych aplikacjach. Pomogło mi to, że nie używam Internetu na godzinę przed snem, a często nawet dłużej. Mimo to cały czas czuję, że powinnam się bardziej wyłączyć i coraz bardziej zastanawiam się nad niedzielami offline.

DSC_1853.JPG

Po przemyśleniu wszystkich za i przeciw postanowiłam opracować plan naprawczy, jeśli można to tak w ogóle nazwać. Po prostu nie znoszę takiego uczucia podenerwowania, kiedy kładę się spać albo kiedy coś robię, które towarzyszy mi w momentach, gdy ciągle mam coś do zrobienia. Myślę wtedy ile to jeszcze rzeczy przede mną i jestem coraz bardziej zdenerwowana, a pewnie sami wiecie, że to do niczego nie prowadzi. Dlatego zdecydowałam, że muszę:

  • Zmodyfikować moją organizację czasu

Zamiast każdego dnia robić to, co mi się uda w zależności od ilości czasu, postanowiłam, że poświęcę całe dnie jednemu zadaniu np. w czwartki piszę wpisy na bloga; w piątki odrabiam ostatnie prace pisemne; w soboty się uczę, a w niedzielę odpoczywam z dala od laptopa i nauki. Jeśli nauczę się w sobotę to nie zapomnę całej wiedzy przez niedzielę i wystarczy, że tylko krótko powtórzę sobie informacje, jeśli w poniedziałek będę miała kolokwium. Wiem, ze w czwartki nie będę w stanie napisać wszystkich wpisów na nadchodzący tydzień (np. Końsweeków, które z założenia mają być na bieżąco), ale będę wiedziała, czy nie brakuje mi zdjęć i przez weekend korzystając ze światła będę mogła sfotografować to, co potrzebuję.

Jak sami widzicie poniedziałki, wtorki i środy jeszcze nie mają zadań, ale czekam na, co wyjdzie w praniu, jak na dobre wcielę mój plan w życie.

  • Ograniczyć czas w Internecie

Tutaj chciałabym wrócić do wyłączania aplikacji w czasie pracy i nauki, żeby się nie rozpraszać. Zastanawiam się, czy nie ograniczyć sobie czasu spędzanego np. na Instagramie do kilkunastu minut rano, żeby dodać zdjęcie i obejrzeć zdjęcia innych i do kilkunastu minut wieczorem, żeby obejrzeć i skomentować. Myślę, że to będzie idealna ilość dla mnie, a resztę czasu poświęcę na ważniejsze rzeczy.

  • Planować tyle zadań, ile dam radę zrealizować

Ostatni punkt dotyczy odpowiedniego dobierania priorytetów, bo nie sztuką jest zapisać sobie 100 zadań na dany dzień i nie zrobić 98, prawda? Dlatego muszę lepiej rozplanowywać sobie zadania w czasie, żeby nie pisać ich za wiele na jeden dzień, bo później te niezrealizowane punkty siedzą karku i przypominają o sobie. Za dużo zadań bardzo szybko prowadzi do zaległości, które w tym momencie są moim największym problemem, więc chcę je stłamsić w zarodku.

DSC_1851

Tak prezentuje się mój plan naprawy życia, chociaż to chyba za dużo powiedziane. Liczę na to, że okaże się skuteczny, ale jestem bardzo otwarta na modyfikacje, bo bez sensu się męczyć, jeśli coś mi nie odpowiada. Mam nadzieję, że szybko uda mi się wrócić na właściwe tory.

A Wy macie jakieś sprawdzone sposoby na pozbywanie się zaległości?

Reklamy

2 thoughts on “Piękny Bullet Journal to nie wszystko

  1. Bardzo mądre przemyślenia. Mam podobne odczucia. U mnie dochodzi opieka nad jedenastomiesięczną córeczką. Wciąż mam poczucie, że Internet pochłania zbyt wiele mojego czasu. Staram się pisać i czytać, gdy mała śpi, ale czasami mi to nie wychodzi. Również potrzebuję opracowania planu działania, bo niebawem czeka mnie jeszcze powrót do pracy na pełen etat.
    Życzę Ci powodzenia i wytrwałości w realizacji Twoich planów.
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s