Moje nie-postanowienia noworoczne

„Postanowienia noworoczne” to chyba dwa najgłośniejsze i najczęściej wypowiadane słowa w ciągu ostatnich kilku dni. Większość z nas dzieli się na tych, którzy bardzo lubią robić postanowienia, a z wypełnianiem ich bywa różnie i na tych, którzy uważają, że jest to kompletnie bezsensowne przedsięwzięcie, bo i tak się nie uda. Ja do tej pory zaliczałam się do tej pierwszej grupy, jednak nie lubię korzystać z czegoś, co nie jest skuteczne, więc w 2017 roku testuję nowe rozwiązanie.

dsc_1209

Pod koniec 2016 roku odkopałam swoją listę z postanowieniami noworocznymi, tę, którą stworzyłam rok temu i zaczęłam się zastanawiać, co poszło nie tak. Dlaczego tak naprawdę nie udało mi się wykonać moich postanowień? Zbyt mało się starałam czy po prostu tak wyszło? I w ten sposób doszłam do wniosku, że po jakimś czasie moje postanowienia po prostu przestały być aktualne.

I tyle. Nic wielkiego, a jednak bardzo znaczącego. To, co wydawało mi się ważne, niezbędne i  konieczne do spełnienia w styczniu, po pewnym czasie stało się czymś niepotrzebnym i bez sensu. Jak się okazuje, rok to całkiem spory okres czasu. W końcu to 12 miesięcy, 52 tygodnie, 365 lub 366 dni. Każdego dnia, w każdej chwili może się zdarzyć coś, co spowoduje, że nasze plany przestaną być aktualne. Codziennie zdobywamy wiele nowych doświadczeń, które powodują, że zmieniają nam się w życiu priorytety. A jeśli dzieję się to ponad 300 razy w ciągu roku, to sami widzicie, jak wielki ma to na nas wpływ!

Czy z tego powodu powinniśmy się winić za niezrealizowany cel? Oczywiście, że nie! Powinniśmy się cieszyć, że jesteśmy teraz mądrzejsi, żeby wiedzieć, że decyzja, którą podjęliśmy kilka miesięcy temu okazała się błędna.

Powinniśmy się cieszyć, że możemy zmienić nasze działania na lepsze!

Przytoczę tutaj, jako przykład, jedno ze swoich zeszłorocznych postanowień noworocznych:

W pierwszym dniach stycznia dumnie zapisałam sobie, że kupię dłuższy obiektyw. Chciałam mieć ogniskową w przedziale 70-200 lub 70-300. Był to jeden z niezbędnych elementów do zostania zarabiającym miliony fotografem koni. W ciągu kilku miesięcy okazało się jednak, że raczej nie chcę zostać zawodowym fotografem koni, bo proces obróbki to dla mnie koszmar, na dłuższą metę, nie do przejścia. Po integracji fotografów koni, na której byłam w czerwcu, okazało się też, że obiektyw, który mam na obecną chwilę mi wystarcza i nie potrzebuję wydać 3-4 tys. zł na nowy, żeby zdjęcia koni wychodziły, jak z najlepiej lajkowanych stron na Facebooku. Dodam jeszcze, że mniej więcej od połowy listopada stwierdziłam, że kupuję zupełnie inny obiektyw i  do niego statyw, bo ważniejsze są dla mnie zdjęcia na Instagram i na bloga.

Teraz jestem bliska sfinalizowania tego przedsięwzięcia.

Jaki jest morał z tej krótkiej historii?

Bardzo prosty – rok to zdecydowanie za długo, żeby móc coś zaplanować i być pewnym, że uda nam się to zrealizować i że będziemy chcieli to zrealizować. Bo może okaże się, że fotografia profesjonalna to jednak nie dla nas albo że znalezienie trenera to jednak nie jest odpowiedni czas, albo sposoby na kosmetyki naturalne i naturalną pielęgnację są kompletnie nie dla nas.

Sami pewnie wiecie, że dużo łatwiej jest nam dodawać i dopisywać cele do listy, jednak wykreślać i zmieniać to tak nie bardzo. Nie chcemy się przyznać do porażki. Jak my nie daliśmy rady. Jeszcze damy – przecież do końca roku jeszcze daleko, zrobimy to. Będziemy spełnieni, usatysfakcjonowani i najszczęśliwsi na świecie. Oczywiście w naszym, nowym lepszym świecie, do którego doszliśmy spełniając postanowienia, na które nie mieliśmy ochoty.

Idealnie, hmm?

Moja alternatywa – cele miesięczne

W tym roku zdecydowałam się na zapisywanie sobie kilku małych celów na każdy z 12 miesięcy. Podzieliłam je na kilka obszarów, żeby rozwijać się różnorodnie w wielu dziedzinach. Dzięki temu nie będę cały miesiąc się uczyć bez rozwoju jeździeckiego albo rozwijać się blogowo zapominając o samej sobie. Moje kategorie to: blog i działalność w Internecie; studia; jazda konna oraz sprawy prywatne, niezaliczające się do pozostałych kategorii.

dsc_1210

Co dzięki temu zyskuję?

  • krótszy czas na realizację planów – większa motywacja
  • podchodzę do postanowień bardziej realnie, nie wymyślam nie wiadomo czego
  • małymi, niezbyt absorbującymi krokami dochodzę powoli do rzeczy większych
  • łatwiej zauważam postęp w swoich działaniach – większa motywacja
  • moje cele są zawsze aktualne – miesiąc to o 11/12 krócej niż cały rok
  • mam większą dowolność, moje cele mnie nie ograniczają

Jak widzicie, postanowienia noworoczne nie są wcale takie wspaniałe i kolorowe, jak je wszyscy malują. Potrafią nam przysporzyć sporo problemów i mogą zacząć nas ograniczać, a przecież nie tak powinno być! Oczywiście zawsze może zapisać ogólne postanowienia, a w miesięcznych celach rozkładać je na mniejsze części i działać.

Każdy z nas powinien odnaleźć własną ścieżkę i robić tak, jak mu pasuje. Jednak zapraszam Was gorąco do wypróbowania mojej!

Reklamy

2 thoughts on “Moje nie-postanowienia noworoczne

  1. Zgadzam się z Tobą, że cele i plany z krótszym okresem realizacji są bardzo motywujące! Bardzo przyjemnie jest skreślać kolejną zakończoną sukcesem sprawę z listy – to bardzo pobudza do dalszego działania.
    Lubię jednak W GŁOWIE mieć dalekosiężne plany z góry ustawione na cały rok – chcę mieć po prostu zarys tego, co chciałabym osiągnąć i jaki kierunek obrać. Nigdy nie spisuję swoich planów i nie mówię, oraz nie piszę o nich publicznie. Są dla mnie i kropka 🙂

    Powodzenia!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s