Moja wizyta w Sopocie – vol.1

Do napisania tego wpisu podchodziłam bardzo długo i co chwilę go odkładałam przede wszystkim dlatego, że odstraszała mnie ilość zdjęć, z których powinnam wybrać tylko kilka wyjątkowych i pokazać je we wpisie. Bardzo żałuję, że nie wzięłam ze sobą laptopa na wyjazd, wówczas mogłabym być z Wami codziennie na bieżąco. No ale nie ma tego złego, za rok się nadrobi 🙂

DSC_0105_2.JPG

Wyjazd do Sopotu na CSIO (Międzynarodowe oficjalne zawody w skokach przez przeszkody) był moim pierwszym aż tak samotnym wyjazdem i zarazem pierwszym wyjazdem na wolontariat. Dlaczego się zdecydowałam? Ponieważ wyjazd na tę imprezę chodził za mną już od kilku lat, a udział w wolontariacie od kilku miesięcy. Nadarzyła się okazja, pojechałam.

Jechałam bardzo niespokojna, jak to właściwie będzie i cały czas zastanawiając się czy na pewno podjęłam dobrą decyzję. Jednak na miejscu od razu spotkałam bardzo miłych i pomocnych ludzi, a z pozostałymi wolontariuszami stanowiliśmy zgraną ekipę już chyba tego samego wieczoru. Plusy tego wyjazdu mogę wymieniać w nieskończoność, ale najważniejszym jest chyba możliwość współtworzenia tak świetnej imprezy i zawodów najwyższej rangi organizowanych w Polsce. Po drugie, możliwość zobaczenia wszystkiego „od środka”, a nie  tylko z transmisji w telewizji czy w Internecie. Poznanie całego sztabu ludzi, który pracuje na to, żeby wszystko się idealnie udało albo chociaż dobrze wyglądało. No i ważne jest przede wszystkim ogrom nowych doświadczeń od banalnych, czyli „jak przesadzić zniszczoną tują szybko, skutecznie, żeby wyglądała jak nowa i nie posiadając żadnych akcesoriów ogrodniczych” poprzez praktykę języka, poznawanie zasad sędziowania i na budowie parkuru kończąc. Bo ja w zasadzie nie miałam jednej, określonej funkcji. Brakowało nam osób, więc pomagaliśmy gdzie się dało.

Największym z minusów jest chyba to, że zdarzyły się osoby, które przyjechały tylko po to, żeby mieć nocleg, wyżywienie i wstęp za darmo. Zapomniały tylko o pracy, jaką to za sobą ciągnie i swoim lenistwem obciążały dodatkowymi obowiązkami innych. Drugim minusem był brak doinformowania wszystkich i rozplanowania działania, więc momentami nie wiedzieliśmy, co dalej. Teraz już wiem co i jak, więc za rok pojadę pewnie bezstresowo. Oprócz pogody nie znajduję już chyba więcej minusów. Można powiedzieć, że minusem była ilość pracy, ale po to się jedzie i jest wolontariuszem, więc mi to nie przeszkadzało. Mimo całych nóg w siniakach.

Czy pojadę za rok? Z największą chęcią i zrobię wszystko, żeby, pomimo studiów, spędzić na Hipodromie, jak najwięcej czasu. Poza tym planujemy naszą ekipą już kolejne wyjazdy na wolontariaty, bo to naprawdę świetna przygoda. Poleciłabym ją każdemu, ale nie chcę żebyście zabierali mi tam miejsce 😉

 

P.S. W związku z ogromną ilością zdjęć postanowiłam w końcu założyć na Facebooku stronę z moimi zdjęciami, że nie zapychać nimi Facebooka Clanestiny. Zatem zapraszam Was na Clanestina Fotograficznie! 

Reklamy

One thought on “Moja wizyta w Sopocie – vol.1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s